15 styczeń, 2012r. (niedziela)
step two hundred and fifty-three: falling from the stars.
Prawie miesiąc nie pisałam.
Jak to się dzieje, że kiedy nie mam o czym pisać, to mam na to czas i chęci, a kiedy moje życie wiruje, nie mam nawet chwili, aby wrzucić tutaj jedno zdanie. Ehh..
Dzisiaj jest niedziela i kupa rzeczy do zrobienia. 170 książki do przeczytania na jutro do szkoły < niemożliwe. >, zrobienie matury z angielskiego rozszerzonego, napisanie dwóch rozprawek po angielsku, i zrobienia arkusza maturalnego na matematykę. A ja siedzę sobie wygodnie przed komputerem i siorbię kaffkę, zamiast wziąć się do pracy. Żałosne..
A propos kaffki.. TO JESTEM BARISTKĄ.!
Piszę, bo nie pamiętam, czy wspomniałam o tym wcześniej. ;D
I wiecie co jest najpiękniejsze w tym wszystkim.? Że codziennie, przed wyjściem do szkoły, albo na zajęcia dodatkowe, piję sobie pyszkową kaffkę jak z Coffee Heaven.
I doszłam ostatnio do takiego wniosku.. że jeżeli nam się chce i jesteśmy uparci, to potrafimy zrobić nasze własne życie piękniejszym o te drobne chwile.
PS. Ja i B. mamy się bardzo dobrze. ;3 Aż za dobrze..
|